czwartek, 30 maja 2013

Naleśniki ze szpinakiem, żółtym serem, pieczarkami i sosem czosnkowym


Leje...
Ale grill i tak będzie.
Choćbym go miała robić z parasolem w ręku :P
Życzę Wam udanego po południa a ja idę robić czary mary aby przegonić te wstrętne, deszczowe chmurzyska :P


P.S.Dla tych, do których nie dotarła jeszcze informacja - My simple kitchen jest już dostępne na facebooku :) (klik)

Jak już nie raz wspominałam, lubię naleśniki. Zarówno na słodko jak i wytrawnie. Poniżej przedstawiam wersję bezmięsną, ale również bardzo smaczną. Użyłam mrożonego szpinaku bo taki akurat zalegał mi w zamrażarce, ale spokojnie możecie użyć także świeżego :)


Do przygotowania tych naleśników wykorzystałam ser Morski Mońki.

Ser Morski Mońki należy do rodziny serów dojrzewających typu holenderskiego. Ceniony jest za lekko pikantny smak i sprężysty miąższ. Konsystencja i walory smakowe sera sprawiają, że możemy go wykorzystać zarówno na zimno, jak i na gorąco.

Porcja na 6-8 naleśników

Składniki:

Ciasto naleśnikowe:
  • 1 jajko
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka mleka
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka mąki pełnoziarnistej
Farsz:
  • 30 dag pieczarek
  • pół cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 3/4 opakowania mrożonego szpinaku
  • kilka plasterków żółtego sera
  • sól, pieprz, papryka słodka, gałka muszkatałowa
Sos czosnkowy:
  •  2-3 łyżeczki majonezu
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • duży ząbek czosnku
  • sól, pieprz, cukier

Składniki na ciasto naleśnikowe miksujemy ze sobą i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie smażymy naleśniki. Należy jednak pamiętać, by przed każdym nałożeniem porcji ciasta na patelnię dokładnie je zamieszać.
Pieczarki obrać i pokroić w plasterki. Smażyć aż będą miękkie. Doprawić do smaku solą, pieprzem i słodką papryką.
Cebulę pokroić w kostkę, zeszklić na oliwie. Dodać szpinak i smażyć tak długo, aż szpinak się rozpadnie. Wówczas dodać przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową.
Składniki na sos mieszamy ze sobą i doprawiamy według uznania. Odstawiamy na około 15 minut aby smaki się przegryzły.
Na każdy naleśniki nałożyć plasterek żółtego sera oraz po łyżce szpinaku i pieczarek. Naleśnik zwinąć w dowolny sposób (ja złożyłam w tzw. "chusteczki"). Podsmażyć każdy naleśniki na rumiano z dwóch stron, aby ser w środku się rozpuścił. Najlepiej smakują podane z sosem czosnkowym.


Naleśniki dodają do akcji:

Czytaj dalej »

wtorek, 28 maja 2013

Tarta z rabarbarem, 100-tny wpis, Liebster Blog i...niespodzianka :)


Od razu ostrzegam, że dzisiaj będzie trochę długi post:)
Ale za to nie byle jaki - bo 100!!!
Długo czekałam na przekroczenie tej magicznej granicy :)
100 - dla jednych dużo, a dla innych mało:)
Dla mnie bardzo dużo:)
Dużo pozytywnych chwil spędzonych na blogowaniu.
Dużo fantastycznych poznanych osób.
Dużo satysfakcji z tego, co robię.
Mogłabym tak jeszcze dużo wymieniać...:)
Jednak największe podziękowania należą się WAM wszystkim, którzy tutaj zaglądacie:) Bardzo, bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie komentarze, wiadomości i przede wszystkim za obecność :) Jesteście kochani :*:*:*


Tortownica o średnicy 26 cm

Składniki:

Ciasto:
  • 1,5 szklanki mąki
  • 3 żółtka
  • 12 dag masła
  • szczypta soli
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
Nadzienie:
  • 60 dag rabarbaru
  • 10 dag cukru
  • 1 kisiel truskawkowy
Beza:
  • 3 białka
  • 10 dag cukru
  • płatki migdałowe
Zaczynamy od przygotowania nadzienia. Rabarbar obieramy i kroimy na kawałki. Dodajemy cukier i szklankę wody. Gotujemy na małym ogniu aż rabarbar będzie miękki, ale jeszcze nie będzie się rozpadał. W połowie szklanki wody rozprowadzamy i kisiel i wlewamy go ro rabarbaru. Masa powinna być bardzo gęsta. Odstawiamy do przestudzenia.
Z podanych składników zagniatamy kruche ciasto. Wykładamy nim tortownicę i nakłuwamy widelcem. Pieczemy około 20 minut w temperaturze 200 stopni.
W międzyczasie ubijamy bezę. Białka ubijamy na sztywno i powoli wsypujemy cukier. Całość mieszamy aż beza stanie się gładka i lśniąca. Na podpieczony spód wykładamy masę rabarbarową, następnie pianę a na końcu wierzch posypujemy płatkami migdałów. Całość zapiekamy jeszcze kolejne 20 minut aż beza się zezłoci.


Tartę również dodaję do akcji rabarbarowej organizowanej przez Olcik.


A teraz niespodzianka numer jeden:) Po prawej stronie widnieje mała zakładka do fan page'a na facebooka:) W końcu i ja zdecydowałam się udostępniać treści bloga na tym portalu :)Będzie mi baaaaardzo miło, jeśli polubicie moją stronę i zechcecie śledzić moje poczynania :) :*


Bardzo mi również miło z powodu drugiej już nominacji do Liebster Blog :) Tym razem nominowała mnie Klaudia z bloga Chochlikikuchenne:) Bardzo Ci dziękuję za nominację i już odpowiadam na pytania :)

 
Zasady:
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

1. Od czego zaczęła się Twoja przygoda z gotowaniem?
Od ugotowania budyniu czekoladowego w wieku 5 lat, który konsystencją przypominał niezidentyfikowaną, lejącą się ciecz, a nie owy budyń :D A tak całkiem serio to najszybciej zaprzyjaźniłam się z piekarnikiem i ta miłość (zresztą odwzajemniona) pozostała po dzień dzisiejszy :) Pieczenie ciast niesamowicie mnie wkręciło i intrygowało, dopiero później przyszedł czas na gotowanie, głównie za sprawą starych, babcinych książek kucharskich, które stały się dla mnie inspiracją :)

2. Wolisz odtwarzać istniejące już przepisy czy komponować własne dania?
To zależy. Czasami trzymam się ściśle przepisu ale w sumie to częściej jednak improwizuję. Zdarza się, że część jakiegoś przepisu staje się dla mnie inspiracją do stworzenia własnej kombinacji danego dania lub do stworzenia czegoś nowego.

3.Tracisz czasem zapał do prowadzenia bloga?
Czasami czuję tylko, że brak mi czasu na wszystkie sprawy związane z blogiem, ale zapału póki co, nie straciłam i nie czuję, aby coś się w tej kwestii miało zmienić :) Raczej to działa w drugą stronę - mam ochotę na coraz to więcej kuchennych wojaży :)

4. Zdarza Ci się posilać w fast foodach?
No pewnie, a komu się nie zdarza?:) Nie przepadam za tego typu jedzeniem, ale pizzą raz na jakiś czas nie pogardzam :)

5. Blog kulinarny - pasja czy opcja możliwego zarobku?
Zdecydowanie PASJA. Zarobki to drugorzędna sprawa:)

6. W jakiej dziedzinie kulinarnej odnajdujesz się najlepiej (pieczenie, desery, wytrawnie, alkohole, itp.)
No ba :D Ja + piekarnik = <3 :D I wszystko chyba jasne :D

7. Jest coś od czego jesteś uzależniony/a albo coś czemu nie potrafisz się oprzeć? (mowa wyłącznie o jedzeniu).
Truskawki :) A ostatnio także biała czekolada z orzechami laskowymi i chrupkami ryżowymi Ritter <3

8. "Przez żołądek do serca" - myślisz, że gotujesz na tyle dobrze, żeby to powiedzenie nabrało sensu w rzeczywistości?
Hm... trudne pytanie :) Aczkolwiek sądzę, że tak, jeszcze nie doczekałam się reklamacji na któreś z moich dań ;)

9. Łatwo się poddajesz kiedy coś Ci nie wychodzi, czy próbujesz zrobić wszystko, żeby osiągnąć upragniony cel?
Miewam chwile zwątpienia i załamania. Ale wtedy tym bardziej smakuje sukces. Dlatego walczę do końca (oczywiście zachowując przy tym rozsądek).

10."Coś z niczego" - potrafisz wyczarować coś pysznego z resztek?
Nie chwaląc się przesadnie - potrafię :) Będą jeszcze na studiach z moją cudowną współlokatorką (Buziaczki dla Ciebie Gosiu:*) nie raz czarowałyśmy dania w oparciu o prawie pustą lodówkę:D

11. Masz w planach/ marzysz o podróżach kulinarnych?
Marzy mi się podróż do Toskanii albo Neapolu :)

Bardzo dziękuję za możliwość wzięcia udziału w zabawie, a do odpowiedzi na moje pytania nominuję:

 

A oto moje pytania:

1. Jeśli wydałabyś książkę kucharską, to jakie przepisy by w niej dominowały? Ciasta, dania obiadowe, desery itp.?
2. Jaki jest Twój ulubiony rodzinny wypiek?
3. Jaka była Twoja największa katastrofa kulinarna?
4. Piosenka, która aktualnie Cię urzekła.
5. Co Cię motywuje do blogowania?
6. Twój ulubiony cytat.
7. Osoba, która Cię inspiruje w kuchni.
8. Lubisz eksperymentować w kuchni czy jesteś raczej tradycjonalistą?
9. W lato lubię...
10. Cenię w sobie...
11. Twój ulubiony zapach to...


A to już druga, taka malutka niespodzianka na koniec :) Moja skromna osoba :) Żebyście chociaż w zarysie zobaczyli, kto do was skrobie na tym blogu;) Póki co, uchylam tylko rąbek tajemnicy, ale w niedalekiej przyszłości, kto wie... ;)



Czytaj dalej »

poniedziałek, 27 maja 2013

Piersi z kurczaka pod kremową kołderką


Upaćkana od farby.
Herbata.
Za oknami ciemne chmury.
Jeszcze szybkie zakupy.
I kolejny trening.

Nasz wczorajszy obiadek:) To jest pyyyyyszne, zapewniam Was! :) M nie mógł się nachwalić:) Troszkę kaloryczne ale smak wynagradza wszystko:) Chciałam w jakiś inny sposób przyrządzić kurczaka a jednocześnie ograniczyć sobie pracę do minimum (tak, lenistwo:P). I znalazłam - tutaj. Danie nie jest skomplikowane w przygotowaniu, rzekłabym, że jest wręcz banalne a i nie zajmuje dużo czasu:)


Do przygotowania tego dania wykorzystałam ser Aldamer marki Mońki (ma bardzo wyrazisty smak :)):

Jest to ser żółty typu szwajcarskiego. charakteryzujący się łagodnym, słodkawym smakiem. Jego zwarty miąższ usiany jest oczkami o wielkości orzecha laskowego. Otwory te powstają w procesie dojrzewania, kiedy to w masie serowej wytwarzany jest dwutlenek węgla. To jemu też ser zawdzięcza swój wyjątkowy smak. Aldamer Mońki doskonale nadaje się zarówno do przygotowania szybkiej przekąski w postaci kanapek, jak i do zapiekanek, sosów czy dań bardziej wyszukanych.

Porcja dla 2osób

Składniki:
  • 2 filety z kurczaka
  • 7-8 średnich pieczarek
  • majonez
  • keczup
  • 4 plasterki żółtego sera
  • sól, pieprz, słodka papryka
W pierwszej kolejności przygotowujemy pieczarki. Obieramy je i kroimy na plasterki. Następnie podsmażamy je na maśle doprawiając solą, pieprzem i słodką papryką.
Piersi z kurczaka delikatnie rozbijamy. Ja zrobiłam to pomiędzy kawałkiem foli spożywczej używając wałka do ciasta;) (nie miałam serca maltretować tego delikatnego mięsa tłuczkiem:P). Solimy i pieprzymy z obu stron. Mięso układamy w formie żaroodpornej wysmarowanej odrobiną oleju (oczywiście blaszka także się sprawdzi). Na kurczaka rozkładamy podsmażone pieczarki. Następnie delikatnie rozsmarowujemy po jednej łyżce majonezu na każdym filecie. Na majonez kładziemy keczup. Całość przykrywamy plasterkami sera. Tak przygotowane mięsko wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni i zapiekamy 25 minut.


A ta piosenka mnie urzekła <3


Czytaj dalej »

sobota, 25 maja 2013

Pyszne pierogi z żółtym serem, cebulką i ziemniakami



Zakwasyyyyy...Jak ja dawno ich nie czułam:)
Odnoszę wrażenie, że za oknami zrobił nam się październik, a nie maj, jeśli chodzi o temperature. Z jednej strony wita Cię rano piękne słońce i zagląda do łóżka a z drugiej to owe słońce jest chyba tylko dla ozdoby, bo bez kurtki ani rusz. I chciało by się jeszcze coś napisać, coś dodać, ale moja inwencja twórcza została chwilowo otępiona przez nadmierne ilości leków:P Na szczęście to już końcówka:) I nawet humor powoli powraca :) Miłego weekendu ludziki!! Buziaki :*


Dzisiaj prezentuje Wam, do czego wykorzystałam pierwszy rodzaj sera w ramach nawiązanej ostatnio współpracy z MSM Mońki (o współpracy więcej tutaj -klik). Wczoraj na obiad zrobiłam pierogi. Już dawno miałam je w planach, odkąd zobaczyłam je u beetle z bloga Apetyt i Smak. Wiedziałam, że prędzej czy później wylądują na moim stole :D I wyszły cuuudowne! Farsz jest rewelacyjny :) Dawno nie jadłam tak smacznych pierogów :) Przepis podaję za autorką. Zmieniłam tylko proporcje dostosowując je do własnych potrzeb a ciasto na pierogi jest z przepisu mojej mamy. Podsmażone na patelni wyszły po prostu boskie:)

Do przygotowania pierogów użyłam sera Gouda Mońki. I dzięki małej "ściądze", którą otrzymałam, nie miałam wątpliwości, jaki rodzaj sera wybrać:

Gouda to ser typu holenderskiego. Wyróżnia się wyrazistym zapachem i soczystym, śmietankowym smakiem. Posiada sprężysty miąższ usiany nielicznymi oczkami o średnicy ziarna ryżu. Jest ceniona ze względu na swoją doskonałą topliwość, dlatego doskonale sprawdza się w daniach na ciepło, takich jak tosty, pizza czy zapiekanki.


Porcja na około 20 pierogów

Składniki:

Ciasto:
  • 20 dag mąki
  • około pół szklanki ciepłej wody
  • szczypta soli
  • łyżka oliwy
Farsz:
  • 30 dag ziemniaków
  • 13 dag żółtego sera
  • pół cebuli
  • ząbek czosnki
  • sól, pieprz, słodka papryka
Najpierw przygotowujemy farsz. Ziemniaki obieramy, kroimy w drobną kostkę i gotujemy aż będą miękkie. Cebulę kroimy w kosteczkę i smażymy na złoty kolor. Ser trzemy na tarce o drobnych oczkach (ja miałam ser w plasterkach więc po prostu pokroiłam go w drobne paseczki). Ugotowane ziemniaki odcedzamy. Do jeszcze gorących dodajemy podsmażoną cebulkę, ser i przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku. Na końcu przyprawiamy solą i pieprzem. Ja dodatkowo dodałam trochę słodkiej papryki. Całość tłuczemy tłuczkiem do ziemniaków aż wszystko się ze sobą dokładnie połączy a ser się rozpuści. Odstawiamy na bok i przygotowujemy ciasto.
Z podanych składników zagniatamy ciasto, które następnie rozwałkowujemy. Szklanką wykrawamy koła. Kładziemy na nie po łyżeczce farszu i zlepiamy ze sobą. Pierogi wrzucamy na osolony wrzątek i gotujemy 3-5 minut, aż wypłyną na wierzch. Podajemy ugotowane z podsmażoną cebulką lub podsmażone na patelni na złoty kolor.




Czytaj dalej »

czwartek, 23 maja 2013

Kolejna współpraca z serem w roli głównej :)



Odchodząc chwilowo od wszystkich moich "życiowych" dylematów chciałam się pochwalić czymś, co wywołało uśmiech na mojej twarzy :) Mianowicie dzisiaj czekała mnie baaardzo miła niespodzianka w postaci paczki z produktami do testowania. Tym samym kochani chwalę się, że nawiązałam współpracę z firmą MSM Mońki, zajmującą się produkcją sera :)
Bardzo, bardzo, bardzo się z tego powodu cieszę ^^ :)


O współpracy z firmą MSM Mońki wiedziałam już od jakiegoś czasu, lecz sami wiecie jak to bywa - nie chciałam zapeszać by teraz móc się w pełni cieszyć tą chwilą :) Zanim przejdę to zawartości otrzymanej paczki, pozwolę sobie przybliżyć nieco samą firmę :)


Moniecka Spółdzielnia Mleczarska w Mońkach należy do grona najnowocześniejszych zakładów mleczarskich w Polsce. Powstała 1 maja 1972 roku z połączenia Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Dolistowie i Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Krypnie. MSM specjalizuje się w produkcji serów dojrzewających typu holenderskiego i szwajcarskiego, masła extra i miksów tłuszczowych, oraz wyrobów proszkowanych: serwatki w proszku i okresowo odtłuszczonego mleka w proszku.
produkcja w MSM w Mońkach odbywa się przy pomocy najnowszych technologii. Kontrola na każdym etapie wytwarzania gwarantuje, iż produkty są najwyższej jakości. Potwierdza to wdrożony i certyfikowany system Zarządzania Jakością.
W maju 2013 roku MSM otrzymała aż 4 wyróżnienia podczas XXIV Krajowej Oceny Serów i Twarogów. Wyróżnione produkty to: Gouda, Aldamer i ser LUX MSM Mońki.

Powyższe informacje i o wiele więcej ciekawostek o MSM Mońki oraz ich produktach znajdziecie na ich stronie internetowej www.msm-monki.pl . Z tej strony pozwoliłam sobie również zaczerpnąć powyższy opis o firmie.

A teraz przejdę do kwestii, która zapewne najbardziej wszystkich ciekawi :) Co takiego dostałam? :)
Oto prezentuję zawartość mojej paczki. Jest to pięć rodzai sera w plasterkach: Aldamer, Gouda, Edamski, Podlaski i Morski. Sery były solidnie zapakowane w torbę termiczną, dzięki czemu miałam pewność, że transport nie wpłynął negatywnie na ich jakość. Dodatkowo dostałam kalendarz firmowy, torbę oraz dokładny opis wszystkich otrzymanych produktów :)


W tym miejscu chciałam bardzo serdecznie podziękować MSM Mońki za możliwość i propozycję współpracy. Szczególne podziękowania kieruję zaś do Pana Mateusza, z którym korespondowałam i byłam z wszystkimi informacjami na bieżąco :)

Mam już kilka pomysłów, do czego wykorzystać ten serek, i już nie mogę się doczekać, kiedy się nimi z Wami podzielę :)
Czytaj dalej »

wtorek, 21 maja 2013

Babka cytrynowa (wilgotna)


Nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Czy to w domu czy nawet ostatnio (o zgrozo) we własnym życiu. O ile brak przestrzeni w domu spowodowany jest raczej ogromnym pragnieniem ruchu (choroba mnie uziemiła) to w tym drugim przypadku jedno pstryknięcie i "będzie lepiej" raczej nie wchodzi w rachubę. Hmpf... coś pomiędzy jedną czarną dziurą rozpaczy a drugą :P
Albo już tak jestem nafaszerowana lekami, że zaczynam pieprzyć głupoty :P To w sumie wcale nie jest takie głupie wyjaśnienie :P Skoro już zaczęłam rozmawiać z własnym kotem bo tylko on wytrzymuje moje towarzystwo to coś w tym jest. Poza tym wydaje mi się, że ta czarna klucha vel mój kot bardzo dobrze mnie rozumie. Lepiej niż ludzki gatunek z którym przebywam na co dzień. Mój pies zresztą też. Mówisz - "daj buziaczka"- i masz. To się nazywa miłość :)


Maj. Bez. Konwalie. I rabarbar. Tylko i wyłącznie z tych czterech powodów lubię ten miesiąc. Bo jakoś dziwnym trafem pod innymi względami zawsze jest dla mnie niekorzystny. Robi łubu dubu w moim życiu a potem ja wszystko sama muszę układać. Bez odbioru.

Już od dawna miałam ochotę na cytrusową babkę. Moja ulubiona to z grejpfrutem i cytryną, tym razem jednak zrobiłam ją na bazie samych cytryn. Mogłabym ją jeść bez końca. Jest aromatyczna, długo zachowuje świeżość i przede wszystkim jest bardzo wilgotna (dlatego tak za nią szaleję bo uwielbiam takie wypieki). Cóż więcej dodać? Szybka i prosta w przygotowaniu, smakuje nawet bez lukru i cukru pudru na wierzchu. Oryginalny przepis pochodzi z czasopisma Naj. Ciasta na Wielkanoc (nr 3/2000) i widnieje tam jako Babka pomarańczowa. Wersję z pomarańczami także robiłam, ale moim zdaniem cytrynowa i grejpfrutowa są o niebo lepsze. Polecam.
 

Składniki:
  • 250 g margaryny
  • 1 i 1/3 szklanki cukru
  • 5 jajek
  • 1 i 3/4 szklanki mąki
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • skórka otarta z dużej cytryny 
Lukier:
  • sok z cytryny
  • cukier puder
Margarynę utrzeć z cukrem na puszystą masę. Ucierając dodawać po jednym jajku. Następnie wsypać szczyptę soli oraz mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia. Na końcu dodać skórkę z cytryny i dokładnie wymieszać. Ciasto przelać do wysmarowanej tłuszczem formy i piec w temperaturze 180 stopni przez 50 minut (do suchego patyczka). Gdy babka wystygnie wyjąć ją ostrożnie z formy. Z soku z cytryny i cukru pudru przygotować lukier i polukrować ciasto. 



Czytaj dalej »

sobota, 18 maja 2013

Babeczki z rabarbarem, budyniem i rabarbarowym curdem


Smutek.
No ale dlaczego, skoro wszystko dobrze?
Skąd zapala się ten lęk...
Nie ogarniam tego.
Sama.
Brakuje jakiegoś puzzla w tej układance życia... I to nie jednego...


Skorzystałam z tego przepisu na babeczki (klik), a curd rabarbarowy, który robiłam ostatnio (klik) dodałam już od siebie. Moje babeczki nie wyszły takie ładne jak oryginał ponieważ formę do muffinek zapomniałam posmarować i wyjmowanie babeczek kosztowało mnie wiele nerwów. Dlatego obróciłam je do góry dnem :) Jednak w smaku zupełnie nic im to nie ujęło :) A kwaskowaty curd idealnie skomponował się ze słodkimi babeczkami i budyniem :)

Porcja na 12 babeczek

Składniki:
  • 120 g cukru
  • 55 g masła
  • 1 jajko
  • 180 ml jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (dałam cukier wanniliowy)
  • 170 g mąki
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 150 g rabarbaru pociętego na małe kawałki
  • 1 budyń waniliowy
  • 3 łyżki cukru
  • 500 ml mleka
Masło utrzeć z cukrem do białości. Dodać jajko, jogurt i wanilię. Wymieszać. Następnie wsypać mąkę z proszkiem i sodą. Ciasto dokładnie wymieszać. Na końcu dodać kawałki rabarbaru i ponownie zamieszać. Ciasto nakładać do wysmarowanej formy na muffinki lub nakładać do papilotek. Piec w temperaturze 180 stopni przez 25 minut.
Z mleka cukru i proszku budyniowego ugotować budyń.
Gdy babeczki wystygną przekroić je na pół i nakładać po łyżce budyniu. Polać rabarbarowym curdem (opcjonalnie).


Ten przepis również dodaję do akcji rabarbarowej :

Czytaj dalej »

niedziela, 12 maja 2013

Babcine ciasto z rabarbarem i bezą


Kap, kap. I tak za oknem od wczoraj.
Jakaś przyjemna nawet ta szaruga.
Ale wyczekuję powrotu słońca.
Zdecydowanie.

Bez. Fioletowy. I biały też już lada dzień zakwitnie. Uwielbiam trzymać wielki bukiet tych kwiatów w wazonie obok łóżka i zasypiać przy jego zapachu. Każdy miesiąc w roku ma swoje charakterystyczne cechy. Dla mnie maj niezmiennie kojarzy się z dwoma - z bzem i z rabarbarem. A skoro już o rabarbarze mowa, to zwłaszcza jedno ciasto zapadło mi w pamięci - jako to majowe właśnie. Babcine ciasto rabarbarowe z pyszną bezą i płatkami migdałów.


To mój ulubiony wypiek rabarbarowy z czasów dzieciństwa. Zawsze gościł na naszym stole ilekroć w naszym ogródku pojawił się rabarbar. Taka rodzinna klasyka. Przez ostatnie lata trochę zaniedbany na rzecz innych wypieków. Zresztą mama niechętnie go piekła, gdyż, jak twierdzi, nigdy jej nie wychodził taki jak powinien. Postanowiłam zatem ja wypróbować przepis, skrzętnie zapisany w rodzinnym zeszycie. I doprawdy nie mam się czego przyczepić. Nie żebym się chwaliła, ale ciasto wyszło idealne - takie jak robiła babcia i takie jakie je zapamiętałam. Z tą cudowną bezą z migdałami, którą zawsze podjadałam ilekroć ciasto jeszcze stygło w formie. Gorąco zachęcam do upieczenia jeszcze w tym sezonie rabarbarowym :)


Tortownica o średnicy 26 cm

Składniki:

Ciasto:
  • 150 g mąki
  • 50 g mąki ziemniaczanej
  • 100 g cukru
  • 1 cukier waniliowy
  • 1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • skórka otarta z połowy cytryny
  • 3 żółtka
  • 10 dag masła
  • 6 łyżek mleka
  • 500 g rabarbaru
Beza:
  • 3 białka
  • 150 g cukru
  • 40 g płatków migdałowych
Rabarbar obieramy i kroimy na mniejsze kawałki.
Margarynę ubijamy z cukrem i cukrem waniliowym do białości. Następnie dodajemy żółtka i skórkę z cytryny. Mieszamy. Wsypujemy mąkę, mąkę ziemniaczaną i proszek do pieczenia. Na końcu dodajemy mleko. Całość dokładnie mieszamy. Ciasto powinno wyjść gęste, ale jednolite. Ciasto rozsmarowujemy w tortownicy wysmarowanej tłuszczem. Układamy rabarbar, delikatnie wciskając go w ciasto. Tortownicę wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 30 minut.
W międzyczasie ubijamy białka na sztywno. Partiami wsypujemy cukier i ubijamy aż beza będzie lśniąca i gładka. Po 30 minutach wyjmujemy ciasto z piekarnika i delikatnie i równomiernie rozproowadzamy na nim bezę. Całość posypujemy płatkami migdałowymi i ponownie wkładamy do piekanika, tym razem na 20 minut, aż beza się zezłości. Gdyby wierzch zbyt szybko brązowiał, można w czasie pieczenia położyć kawałek papieru.


Ciasto dodaję do akcji:

Czytaj dalej »

piątek, 10 maja 2013

Kokosowe muffinki z orzechowym ciasteczkiem


Wczorajszy bieg mogę zaliczyć do jednych z tych bardziej przełomowych. W końcu udało mi się przekroczyć granicę, która jeszcze w lutym była dla mnie nieosiągalna. Kolejny stopień wyżej. Kolejna pora by wyznaczyć nowy cel. Małe sukcesy dają największą motywację.

Obudziłam się. Siedzę i myślę nad ostatnim snem. Doprawdy jakie to dziwne, że taki zwykły sen, szczypta urwanych myśli, potrafi tak zdominować człowieka, że się zawiesza. I przestaje pojawiać się pragnienie porannej kawy i myśl o śniadaniu; poranne słońce już nie jest tak wesołe. Hmpf... a może to strach? Zwłaszcza, kiedy sny lubią się spełniać... a czasami lubią.

Z kulinarnej strony dawno nie gościły u mnie muffinki, a przecież są tak szybkie i banalne w wykonaniu. Miska, parę ruchów łyżką, piekarnik i ciasto praktycznie samo gotowe. A że z muffinkami można stworzyć różnorakie historie, to moja dzisiaj będzie smakować kokosowo i ciasteczkowo:) W własnoręcznie wykonanych papilotkach. Do tej pory nie wiem co mnie podkusiło by je wykonać ale wizualnie bardzo trafiają w moje gusta:).
I smakowo również:) Wychodzą puszyste, miękkie i aromatyczne a dodatkowo na drugi dzień smakują równie wybornie:) No i ta niespodzianka w środku, w postaci ciasteczka:) Bardzo chciałam użyć kakaowych, takich typu Oreo, ale niestety w pobliskim sklepie było tylko orzechowe a nie miałam za dużo czasu biegnąć po inne. Nie mniej jednak jestem z nich bardzo zadowolona :)


Przepis pochodzi z czasopisma "Moje Smaki Życia" (dostępne w Biedronce).

Porcja na 12 muffinek

Składniki:
  • 400 g mąki
  • 200 g cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 5 łyżek wiórków kokosowych
  • 6 łyżek jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki mleka *
  • 2 jajka
  • 120 g masła
  • 12 ciasteczek (u mnie orzechowe ale mogą być każde inne z nadzieniem)
Polewa:
  • 100 g czekolady
  • 1 łyżka masła
  • wiórki kokosowe
* ciasto wychodzi bardzo gęste wiec dodałam więcej mleka (koło 5-6 łyżek)

Masło roztopić w rondelku i odstawić do wystudzenia.
Wymieszać ze sobą suche składniki: mąkę, cukier, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe.
W osobnej misce wymieszać składniki mokre: jogurt, jajka, mleko i roztopione masło.
Mokre składniki wlać do suchych i dokładnie wymieszać.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami i wlać po łyżce ciasta. Poukładać ciasteczka i przykryć pozostałym ciastem. Muffinki piec w temperaturze 180 stopni przez 25 minut.
Czekoladę wraz z masłem roztopić w kąpieli wodnej. Posmarować nią wystudzone muffinki i posypać wiórkami kokosowymi.





Czytaj dalej »

wtorek, 7 maja 2013

Curd rabarbarowy vel słodka musztarda :D


-Piękna Ci wyszła ta musztarda. Będzie w sam raz na grilla.
-Ale to nie jest musztarda. To krem rabarbarowy. A dokładniej curd!
-Wszystko jedno, i tak ma sraczkowaty kolor.

Czasami szczerość mojego taty powala mnie do bólu. No ale przynajmniej wiem, po kim odziedziczyłam w spadku taki cięty język :P


Wracając dzisiaj z zakupów zaglądnęłam do pobliskiego warzywniaka z nadzieją znalezienia tam rabarbaru. I miałam dobre przeczucia - udało mi się dorwać małą siateczkę tego cudownego warzywa. Cały rok już czekałam na sezon rabarbarowy. Kiedyś średnio przeze mnie lubiany ale od kilku lat niezmiernie okrywany chwałą :D Ubzdurałam sobie, że pierwszy zdobyty przeze mnie rabarbar wykorzystam do czegoś, czego do tej pory nie robiłam. I padło na curd. Na wielu blogach gościł już lemon curd czy orange curd, więc dlaczego by nie spróbować wersji rabarbarowej? A jak kobieta sobie coś ubzdura to i też to zrobi.

Przepis na Rhubarb curd znalazłam tutaj i nieznacznie go zmodyfikowałam. Zachwycona pięknym kolorem i konsystencją oryginału miałam nadzieję, że mój będzie choć w połowie podobny. Troszkę się przeliczyłam, gdyż mój rabarbar nie miał tak pięknej, czerwonej barwy i dlatego curd z wyglądu przypomina musztardę :P Próbowałam nawet troszkę wzbogacić jego kolor sokiem z buraków, ale na nic się to zdało. Zdecydowanie za to nadrabia smakiem :) Jest pyszny, chociaż mnie osobiście nie powalił na kolana - za to mojego tatę tak - wyjadał łyżeczką ze słoika :P
Zatem dosyć gadania - zapraszam na curd, okrzyknięty w moim domu słodką musztardą :D


Porcja na duży słoik (nieco większy niż na zdjęciu)

Składniki:
  • 400 g rabarbaru
  • 3 łyżki cukru
  • 6 żółtek
  • 3/4 szklanki cukru
  • szczypta soli
  • skórka starta z połowy cytryny
  • 100 g masła
Rabarbar myjemy, obieramy i kroimy w kostkę. Zasypujemy 3 łyżkami cukru i odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie rabarbar przekładamy do rondelka i gotujemy na średnim ogniu aż się rozpadnie. Dla uzyskania lepszej konsystencji możemy zblendować (ja z powodu awarii mojego sprzętu posłużyłam się mikserem, stąd tekstura mojego curdu nie jest tak idealnie jednolita). Studzimy.

W osobnej misce ubijamy na parze żółtka ze szczyptą soli i resztą cukru. Gdy masa podwoi swoją objętość i nabierze puszystej konsystencji, zdejmujemy garnek z kąpieli wodnej i powoli wlewamy masę rabarbarową i skórkę z cytryny. Dokładnie mieszamy. Na końcu dodajemy masło i dokładnie miksuemy, aż wszystko nabierze jednolitej konsystencji. Gotowy curd przekładamy do słoika i przechowujemy w lodówce do tygodnia.


Przepis dołączam do rabarbarowej akcji:

Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 maja 2013

Migawki z Zakopanego :)



Ach... i już wróciłam... Dlaczego to, co dobre, musi się tak szybko kończyć?! :( Z takiego urlopu aż żal wracać... Przynajmniej pozostaje nadzieja, że kiedyś zawsze można wrócić :)

No ale przecież nie o narzekaniu miał być ten post :) Poniżej mała fotorelacja z mojego urlopu :)


Tulipany :) Jak one się mają do wyjazdu? Ano w czasie całego urlopu pogoda nas nie rozpieszczała, ale na szczęście też nie dobiła całkowicie ;) Będąc już na Zakopiance ( teraz już wiem, dlaczego tam się tak długo stoi w korkach :P) złapała nas "piękna" burza z ulewnym deszczem i gradem :P I mówiąc prawdę, tego dnia na zmianę to lało, to wypogadzało się:P I będąc w jednej z knajp by zasilić swój organizm w energię (kiedy to akurat udało nam się uciec przed kolejnym oberwaniem chmury) stwierdziłam, że chociaż pierwsze zdjęcie z wyprawy musi być pogodne. I padło na bukiecik tulipanów stojących na naszym stole :)



A to już widok z Gubałówki :) Aura raczej melancholijna - góry spowite w deszczu i otulone mgłą - nie mniej jednak nadal piękne :)


A to już taka moja artystyczna wizja :) ( Jak bardzo marzyliśmy wtedy by zaświeciło słońce i by można było wypić piwko siedząc w tym miejscu).


Następny przystanek - skocznia :) Tam naprawdę jest wysoko :P

Ekhm...no nie mogłam się powstrzymać i nie zrobić zdjęcia :D Tak się składa, że bardzo lubię jeździć tymi wyciągami i czasami pomachać wtedy nóżkami :D I belive, I can fly? Maybe :D


A to już Morskie Oko. Fenomenalne. Piękne. Cudowne. Warto było iść prawie 10 km piechotą pod górkę by zobaczyć to cudo.


Tutaj śnieg, a my w krótkich rękawkach... :)

<3


No a to już nasz długo oczekiwany grill. Dzięki mojej wyszczekanej gębie i oczkach kotka ze shreka (:D) udało nam się użyczyć grilla. A po trudnych i mozolnych przeprawach z niechcącym się palić brykietem, w końcu doczekaliśmy się kiełbachy :D Trochę nam się to czekanie dłużyło, co widać zresztą :D


A to już kilka migawek z Krupówek, zawsze tętniących życiem. Tutaj przepraszam za mało wyraźne fotki, ale ciężko było zrobić zdjęcia wśród ludzi przepychających się na wszystkie strony.


Te filiżanki od razu wpadły mi w oko :D


Któreś z nich na pewno  by się przydały haha :D


No i oczywiście, nie mogło zabraknąć oscypków! :D

Udało nam się jeszcze odwiedzić baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej ( po wyprawie nad Morskie Oko wodne igraszki w cieplutkiej wodzie, masaże itp były wprost wybawieniem). Jednak w trosce o swój sprzęt fotograficzny i obawie przed jego zanurkowaniem, nie zrobiłam żadnych fotek :)

To tak pokrótce co robiłam przez ostatnie kilka dni ;)
Poranne kawy na tarasie, wspólne śniadanka, litry wypitego piwa (:P) i mnóstwo pięknych wspomnień... :)

Czytaj dalej »
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...